środa, 28 maja 2014

Patriotyczny pet en l'air.

Szyjąc żakiecik przez myśl mi nie przeszło, że gdy spódnica będzie biała, będę jedną wielką Polską flagą, może to być dość dziwne, ale oświeciło mnie to w gdy oglądając pewien świetny serial (amerykański!) usłyszałam Chopina w wykonaniu Rafała Blechacza, zrobiło mi się miło i jednocześnie ruszyły się trybiki i dumnie noszę swoją suknię :)
 We wstępie chciałabym jeszcze pogratulować organizatorkom pikniku-widać, że był bardzo udany- i wyrazić swój zachwyt tym jaki był piękny! Zazdroszczę bardzo! Chociaż nie próżnowałam w tą niedzielę :)
Wracając do tematu: dzisiaj złapałam swoją siostrę i kazałam jej robić zdjęcia przy ubieraniu kompletu, biedaczka chyba się wynudziła ponieważ bawet doszywałam (ponoć to też historyczny sposób).

Sznurówka jak widać spełnia swoją rolę i na pewno powstanie kolejna :)



Pocket hoops.

Halka i brat nie wiadomo skąd :D
Spódnica właściwa


Przypinanie bawetu i mały gadżecik :)


I nareszcie pet en l'air







Szyłam ze schematu wykroju Janet Arnold, wszystko niby wyszło dobrze ale nie ustrzegłam się błędów, np:
pomyślałam, że sznurowanie z tyłu (pod plisą) jest niepotrzebne, ale wydaje mi się, że przez to żakiecik nie jest tak dopasowany jak być powinien. Niedługo to poprawię, obiecuję :)

W niedługim czasie uszyję nową osiemnastowieczną suknię, ponieważ kupiłam fajną bawełnę w drobne biało brązowe paseczki. Ale najpierw biorę się za pełną bieliznę regencyjną na zlot w Ojcowie.
Zdradzę, że wolę tą późniejszą regencję 1824+ więc: halka sznurkowa i long stays, które już
się robi dzięki wykrojowi od Koshki: KLIK

Planowanie haftu (ostatnio coraz bardziej skłaniam się ku ręcznym robótkom!)
Dla przykładu: bardzo dużo w żakieciku szyłam ręcznie, może 30%? :)

Pozdrawiam!


wtorek, 20 maja 2014

Chemise a'la reine- koszulka królowej wieczorową porą.

Nie sądziłam, że tak trudno będzie mi znaleźć chwilkę czasu żeby napisać post! Suknia dla siostry powstała już dwa tygodnie temu z górą, mój pet en l'air jest prawie skończony, a ja nie napisałam o tym ani słowa! Niedopuszczalne! Od dzisiaj postanawiam dodawać posty przynajmniej raz na tydzień :)

Chemise powstała właściwie w jeden dzień, zmobilizowałam się, obejrzałam tutorial Eleonory i jest! :)
Myślę, że nie muszę nic już pisać o historii koszulki, wydaje mi się, że na ten temat jest wystarczająco opisany na innych Krynolinowych blogach.
Robiąc zdjęcia inspirowałam się portretem Marii Antoniny:

Może troszkę zatarł mi się w pamięci, ale przez to jest kilka kwiatowych konfiguracji :)

Jak widać dzisiaj nie mam weny do pisania, więc zapraszam do obejrzenia zdjęć.

Braciszek się załapał :)










Z dumą przyznaję, że pasuje mi chemiza do siostry (albo siostra do chemizy :))

Myślę, że już niedługo skończę żakiecik i się nim pochwalę, na dzisiaj rzuciłam nim, ponieważ coś się marszczy przy rękawie. Znacie to uczucie prawda? 




czwartek, 1 maja 2014

Nie taki gorset straszny- przygotowania do Pszczyny, część 1.

Szycie osiemnastowiecznej wyprawki zaczęło się jeszcze niedawno, a już mam 50% bielizny. Znów szyję dwie suknie (z czego jedna bez gorsetu-dla siostry, nie ma czego ściskać :)) w dwóch różnych rozmiarach i z różnymi typami halek i stelaży, więc skorzystałam z wolnej chwilki i piszę post, żeby pokazać, że się nie obijam. Cieszę się, że piszę go jeszcze dzisiaj, pewnie gdybym odkładała go na później nie byłoby co pisać o przygotowaniach. :)
Tyle we wstępie, teraz opiszę pokrótce moje plany ,,pszczyńskie". Od początku do Pszczyny planowałam uszyć albo suknię typu deshabille, albo jakiś żakiecik. Przeglądając ryciny i rekonstrukcje, oraz myśląc do, której pasowałby świeżo nabyty aksamit zdecydowałam się na pet en l'air.
Czyż nie uroczy? Widziałam wersję z zapinaniem na bawet i chyba do niej się zastosuje. Do aksamitnego żakiecika przekonałam się widząc ten:

Co prawda to caraco, ale pomińmy ten szczegół :) Mój aksamit jest w dokładnie takim kolorze. (Mam cztery zasłony o wymiarach 164x170 cm spokojnie starczy i na tą suknię.)
Spódnica będzie-jak przy typowym pet en l'air oparta na panier. Moje panier jest już prawie ukończone.
Spódnice planuję białą lub kremową w delikatne kwiatowe wzory, jednak tego idealnego materiału jeszcze  nie znalazłam. 

Do tego kompletu przewiduję jeszcze duży kapelusz, a pod nim czepeczek- by było jeszcze bardziej swojsko- mitenki, pończochy i oczywiście haftowane kieszenie.

W ostatnim poście pisałam, że robię już gorset. Teraz jest już prawie skończony: ,,wypchany", pozszywany i zapodszewkowany. Na dniach obszyję dziurki i wykończę lamówką. 
Przyznaję, że nie prezentuje się zbyt urodziwie, ale i tak jestem z niego dumna. :)
(Byłam tak szczęśliwa, że szycie poszło mi dość gładko, że mam zdjęcia z chyba, każdego etapu pracy)

Do kompletu zaczęłam dzisiaj panier. Na razie wygląda tak: 
To jedna z kieszeni (,,focia z łapki") w 3/4 skończona, czeka tylko na wypchanie. A tu rodzi się pytanie: Czym wypchać, żeby było ładnie i do tego nie zbankrutować?

Z prawie skończonych rzeczy mam jeszcze czepek, który jest całkowicie szyty ręcznie. 
Możecie nie wierzyć, ale czasem po prostu najdzie mnie na coś nad czym będę musiała siedzieć tyle ile nad dużą rzeczą na maszynie :) Muszę jeszcze dokończyć przyszywać falbanki-to chyba najlepsza rzecz z całego tego czepka, a jak przyjemnie się ją wszywa! :) Na szczęście żaden serial się  nie kończy, więc spokojnie mogę szyć. :)

Drugą suknią nad którą pracuje jest, chyba najbardziej pasująca do obecnej pogody suknia wszechczasów (może nie licząc starożytnych egipskich): chemise a'la reine. Szyję ją dla mojej siostry z poprzedniego posta (mam dwie, po prostu przyzwyczaiłam się wyjaśniać, co jest dla, której), która wczoraj w południe przyszła do mnie i powiedziała, że jej klasa przygotowuje akademię na 3 maja i mają mieć stroje z epoki. Wiedząc już jaką wiedzę ma tutejsze ciało pedagogiczne o dawnej modzie, przeżyłam najpierw chwilę rozterki (droga siostra powiedziała, że Szanowna Pani uznała suknię z 1805 roku-wyuczyłam młodszą datowania swojej białej sukienki- uznała ją za idealną do wieku XVIII, no cóż), a potem zabrałam się do poszukiwania sukni, która nie będzie potrzebowała dużo czasu- oczywiście wystarczy powiadomić o planowanym przedstawieniu tydzień wcześniej, suknia ma być gotowa na następny piątek. Na razie, a zaczęłam się z nią zmagać wczoraj, mam już: bum pad, halkę i koszulkę (jest uniwersalna, i moja, i siostry).

Zainspirowałam się sukniami dam z rodzimego podwórka:
Oraz fascynującej Madame Lavoisier:
Niestety zdradzę Błękitną Markizę i dodatki w mojej chemise będą różowe :)
 Tym razem zboczymy z prostej empirowej drogi i nurzając się po czubek natapirowanych włosów zrobimy razem z mamą, z siostry prawdziwą polską szlachciankę aspirującą do roli polskiej Marii Antoniny. Przećwiczyłam dzisiaj wszystkie wersje fryzur, od jutra szukam w sklepach talku i białego pudru. :)

Jeszcze w tym tygodniu kupuję zapas szarej taśmy, by stworzyć własnego manekina- na sobie plis a'la Watteau nie upnę :)- kupuję biały materiał i różowe wstążki, szukam materiału na spódnicę do pet en l'air i zabieram się do tego co widać w stroju osiemnastowiecznej damy. :)

Pozdrawiam!

PS.Ponowię swoje pytanie: czy wiecie co można wykorzystać jako fiszbiny do rogówki? :)