niedziela, 28 grudnia 2014

Ach te kobiety... Cleo de Merode.

Przy przeglądaniu starych zdjęć na internecie, często natykam się na takie, które mnie absolutnie zachwycają, zbieram je w na tablicach na pintereście, w folderach, ale pomyślałam, że nie będę taka samolubna i podzielę się z Wami moimi zachwytami. :) Mam nadzieję, że się nie rozleniwię i uda mi się zrobić z tego cykl.
Przypomina mi ona nieco Lili Lilianę przepiękną przedwojenną aktorkę, którą możecie zobaczyć m.in. w filmie ,,Der Dybuk", który serdecznie polecam.

W pierwszym poście opowiem Wam o przepięknej tancerce Cleo de Merode, której wielkie oczy zahipnotyzowały mnie od pierwszej chwili.

Cleopatra Diane de Merode- Urodzona w Paryżu 27 września 1875 roku, zmarła 17 października 1966.
Była tancerką baletową, ponoć bardziej znaną z urody niż umiejętności tanecznych-co ponoć było powszechne w XIX wieku (i właściwie ciągle jest). Od ósmego roku życia uczyła się baletu, a już w wieku 11 miała za sobą profesjonalny debiut. Jej wizerunek był umieszczany na pocztówkach oraz kartach do gry.
 Oczywiście wiąże się z nią też pewien skandal: otóż w 1896 król Leopold II zobaczył balet z jej udziałem i podobno bardzo wpadła mu w oko, nie było w tym nic dziwnego bo gwiazda rzeczywiście była śliczna, a król miał dwójkę nieślubnych dzieci z kobietą znaną z lekkich obyczajów. Świat obiegły plotki, że młodziutka Cleo (miała wtedy 22 lata) została kochanką starego (61 lat!) króla. Jej reputacja na tym ucierpiała, ale żadna tancerka/aktorka nie miała w tych czasach dobrej reputacji, więc nie pozostało jej nic innego jak żyć z tą świadomością.
Została międzynarodową gwiazdą, dawała występy w całej Europie oraz Stanach Zjednoczonych.
Plakat na jeden z jej występów.

Rzeźba- Tancerka, Alexandre Falguière przedstawiająca Cleo.

Tancerka dała się sfotografować Felixowi Nadarowi, sportretować Henrykowi Toulouse-Lautrecowi i kilku innym artystom. Oto kilka moich ulubionych zdjęć i obrazów z nią:



Dodam jeszcze, że niezaprzeczalnie miała gust, popatrzcie na tą należącą do niej suknię i żakiet!



+Cleo jest idealnym przykładem jak kobiety naginają obowiązującą modę, jestem pewna, że gdyby nosiła modną wówczas fryzurę nie miałaby nawet połowy swojego uroku. (Ponoć nawet jej fryzura stała się bardzo modna w Paryżu).

PS. Już wiem co zrobię z resztkami czarnego materiału, który został mi jeszcze z Złotopopołudniowej spódnicy, to musi być żakiet, a'la Cleo! :)

Już niedługo następna kobieta, która mnie zachwyciła :)






środa, 24 grudnia 2014

Co lubię w poszczególnych dekadach 19 wieku. Część I.

Odkryłam ostatnio, że nie ma już dla mnie dekady XIX wieku, której bym nie lubiła. Oczywiście nie można lubić wszystkiego, choć są takie elementy, które bezpretensjonalnie uwielbiam. Jakie? Przeczytajcie.
Dzisiaj I część obejmująca pierwszą połowę XIX wieku, niedługo następna.

                                                                     1800
Leciutkie muślinowe sukienki z samego początku wieku, ozdobione subtelnymi kwiatowymi haftami to zdecydowanie to co chciałabym ubrać w piękny, późnowiosenny, ciepły poranek do śniadania. Nie ma równie ulotnej i zwiewnej sukni nad ta.

1810
Nawiązania w modzie to jest coś co mnie fascynuje, jak tu nie uwielbiać początku XIX wieku w tej kwestii? Ten model sukni jest przedmiotem mojego niesłabnącego pożądania. Fason jest prosty, ale jaki kobiecy!


1820
Oprócz kwiatowych sukienek dziennych w latach 20 zauroczyły mnie peliski, czy może być coś równie uroczego?

1830

Choć lata 30 to niezbyt bliska mi mimo wszystko epoka, to jest coś co niewątpliwie mnie do niej przyciąga, to romantyzm i stroje karnawałowe. Popatrzcie tylko na ten mroczny kostium:


1840
Lata 40 jak dla większości dziewczyn tak i dla mnie należą do sióstr Bronte, na następną jesień koniecznie chcę taką suknię!

1850

Mimo swojej objętości, niektóre z tych sukien wyglądają jak chmurki. Nie sądzicie?

Już niedługo druga część, nie wiem czy uda mi się wybrać jedynie po jednej rzeczy z każdej dekady :D

PS. Już wigilia! Z tej okazji chciałabym Wam życzyć najpiękniejszych świąt, prezentów związanych z Waszą pasją, śniegu do zimowych sesji zdjęciowych, pieniędzy na bilety na bale oraz zdrowia i czasu na szycie! :)
Wstawiam ten obraz bo pani na nim nieodmiennie kojarzy mi się ze Świętym Mikołajem czytającym świąteczne życzenia costumerek :D




niedziela, 21 grudnia 2014

I want big red (button) dress, czyli wielki* osiemnastowieczny plan.

Jak mogliście zauważyć lubię czerwony kolor, mam cały folder czerwonych sukien, dodatków, żakiecików, a że przy okazji zostało mi ,,trochę" czerwonego aksamitu i postanowiłam go wykorzystać, a na najbliższy historyczny event dużo dziewczyn wybiera się właśnie w osiemnastym wieku zrealizuję swoje marzenie posiadania sukni z pewnego portretu:

*Dlaczego wielki? Bo trochę tego szycia będzie (choć suknia jedynie na bum padzie), a planuję ją szyć w całości ręcznie! Mam nadzieję, że zdążę! :)

I oto on! Portret Baronowej Crussols pędzla Louise-Elizabeth Videe Lebrun
Bardzo lubię ten obraz!


Lecz oczywiście nie mogło być łatwo. Wybrałam sobie (jak zwykle) żakiet, który bardzo trudno nazwać. Przez jakiś czas myślałam, że to zwykłe caraco, ale... nie pasował do żadnego z przykładów (jest otwarty z przodu, krótki jak pierrot, ale to żaden z nich), próbowałam go nawet dopasować do definicji casaquina, ale to raczej nie możliwe ze względu na datowanie, casaquin od dawna był niemodny. Więc co to jest? Na to pytanie próbowała odpowiedzieć American Duchess tu.Ale też nie udało jej się ustalić nazwy. Po dyskusji z Gabriellą ustaliłyśmy, (właściwie to Gabriella ustaliła, ja tylko potwierdziłam, że to świetny pomysł :D) że najbliżej mu do ,,camisole a'la polonaise". 
Camisole a'la polonaise to po prostu żakiet w stylu polskim, skrócona wersja sukni polskiej, taki jak tutaj.
  
Jak widać szczegóły się zgadzają: luźny tył, fałdy, otwarty przód. 

Z jakiego wykroju więc skorzystam? Lekko przerobię wykrój na robe a'la polonaise. A jaki będzie przód? Taki jak sugeruje AD, przy okazji znalazłam portret Marii Antoniny, która nosi podobny żakiet:

Nie wiem jeszcze jak rozwiążę sprawę futerka, bardzo chciałabym je mieć, ale na razie nic mi się nie trafiło za rozsądną cenę.
Na razie wracam do szycia, już niedługo wpis o postępach!
Na dzisiaj mam już pikowaną halkę (ręcznie zszywaną), spódnicę (ręcznie), drugą starą halkę (maszynowo) i gorset w kawałkach (tunele maszynowo, reszta ręcznie). Czyż nie ładnie? :)

PS. Nie uważacie, że te wszystkie żakieciki lamowane futerkiem są absolutnie urocze?
PS2. Tak ,,big red button" ukradłam od Doctora, ale mi też by się przydał.


środa, 17 grudnia 2014

All the strange, strange creatures... na kapeluszach.

Moda na przestrzeni wieków miała wiele przerażająco-fascynujących elementów jak biżuteria żałobna, ozdoby z włosów, zdjęcia post mortem, olbrzymie upodobanie do futer i martwych futrzaków. Jest w tym coś fascynującego, coś tak przyciągającego, że w końcu przyciągnęło i mnie, a  były to... kapelusze udekorowane ptakami. Znalazłam ich sporo, zatrważająco dużo, wszystkich prawie gatunków jakie możemy spotkać przechodząc miastem. Zapraszam do oglądania:





 Nie do końca wiem co to jest



Jak możecie się spodziewać nie pozostałam obojętna na te kapelusze. Chcę mieć własny, do czarnej princesse. Nie będę co prawda szukać wypchanych ptaków, ale postaram się manipulować z piórami (prezent mikołajkowy :D). Jeśli się uda spodziewajcie się tutorialu :)

niedziela, 14 grudnia 2014

Luźne przemyślenia... część 2.

Druga część moich luźnych przemyśleń obejmie lata 1878-1882 (w które tak właściwie celowałam szyjąc swoją czarną suknię). Jak łatwo zauważyć gdzieś w połowie roku 1877 suknie zaczęły się zwężać (stąd też wzięło się moje, trwające wiele miesięcy przeświadczenie, że w princesskach po prostu nie da się chodzić), a sylwetka w założeniu miała być jak najsmuklejsza.

                                                                       1878
Mam olbrzymią słabość do tej białej sukni!




1879
Mam wrażenie, że od tego roku zaczęto bardziej drapować tuniczki, by ukryć naturalne kobiece kształty-jak na rycinie nr.3. Może ta legenda o zgorszeniu wywoływanym przez przylegające spódnice była prawdziwa? 




                                              
1880
Niewiele się różni od zeszłego roku. Choć tu odnoszę wrażenie, że tyły sukien są bardziej drapowane, czyżby to był zwiastun Drugiej Turniury?


Rzut okiem na ,,tyły" :)


1881
Coraz obficiej drapowane tuniczki, myślę, że już wtedy zaczęto nosić poduszeczki lekko unoszące tył sukni.




1882
Ostatni rok princesse, już teraz widać rodzące się turniury.




I to już koniec! Mam nadzieję, że Was to zaciekawiło, mnie tak! :)
Myślę, że będę robić częściej takie posty, nie wiem jednak kiedy przydarzy się następna okazja, na razie planuję szyć osiemnasty wiek, ale o tym w następnym poście :)






środa, 10 grudnia 2014

Co było pod suknią, około roku 1880?


Przekrój przez wszystkie warstwy :)

Jak wiadomo nie ma co mówić o choć w miarę poprawnej sukni 19-wiecznej bez odpowiedniej bielizny. Tak więc dzisiaj pokażę streszczenie całego ubierania w kilku(nastu zdjęciach). Starałam się nie pominąć żadnej części (choć jednej nie mam, kto zgadnie której warstwy zabrakło?). :) 

Po pierwsze i najważniejsze:
Koszula
Ona była najbliżej ciała, chroniła gorset przed zabrudzeniem i suknię przed potem, w tym okresie bywała bogato zdobiona w koronki, hafty i kokardki (moja ma to wszystko! :D).


Po drugie:
Pończochy i podwiązki
Niestety moje pończochy to stare rozcięte rajstopy, ale lepsze to niż nic :)


Po trzecie:
Buty
Ważna zasada: buty koniecznie przed gorsetem! :D Choć nie powiem, że już kilka razy nie udowodniłam, że założenie ich w pełnym rynsztunku jest możliwe/


Po czwarte równie ważne co koszula:
Gorset
Nic nie zapewni takiego kształtu sukni jak on :)




Po piąte, mało ważne, według niektórych niepotrzebne:
Pantalony
Uroczy dodatek, ale niezbyt potrzebny, były szyte z cieniutkich materiałów, więc raczej nie chroniły przed zimnem.

Ogonek!


Po szóste:
Bum pad, stelaż.
Równie ważne co gorset, (wyobraźcie sobie krynolinę bez krynoliny)! Nie wiem jeszcze czy będzie potrzebne przy mojej sukni, ale uszyłam, jest urocze więc czemu nie założyć?



Po siódme:
Halka
Halka daje subtelne lecz odczuwalne dla noszącej efekty (i dla czyszczącej suknie również) odbija spódnicę od ziemi i nóg. W wielu epokach panuje też zasada: im więcej tym lepiej i zdobień i halek. 


Z subtelną koronką.

Dopinany tren
Wielbię krawców za ten wynalazek, po co mi dwie halki do sukni dziennej i balowej jeśli mogę mieć jedną tylko dopiąć/odpiąć tren?


 I ostatnie, spódnica spodnia! Jak widać jestem oszczędna, tylko widoczna część jest z materiału pasującego do koloru sukni. Niestety mam tylko zdjęcie tyłu, na przód zabrakło mi plisek, nie ma co pokazywać. :)


Oczywiście nie mogłam sobie odpuścić próby zatańczenia can-cana :D (Jane Avril specjalnie dla Marylou)


 Teraz tylko suknia!