sobota, 27 czerwca 2015

Beware of Crimson Peak-czyli czarna natural form.

Kto by się spodziewał, że ta suknia kiedykolwiek powstanie. Na pewno nie ja. Naprawdę przy każdym etapie wątpiłam, czy kiedykolwiek ją skończę. Właściwie to ciągle nie jest skończona :D
Nawet nie wiem co jeszcze o niej napisać, wszystko co miałam do powiedzenia jest w poprzednich postach. Dla przypomnienia:

Once upon a time (wow it was november!) I decided to make dress from Crimson Peak.
For reminder:





Moja wersja, sfotografowana w nowosądeckiej Cafe Strauss przez Olgę w marcu (nic nie mówcie :D)

And my dress, photo made in Nowy Sącz Cafe Strauss, by Olga in March (please ignore it :D)









  Ciągle nie jest taka jak miała być i potrzebuje masy poprawek (do których nie mam siły) ale z grubsza jestem zadowolna :D

It's still not perfect but i'm rather sadisfied.




Jeszcze żeby udowodnić, że żyję, dzisiejsza fota zrobiona na cmentarzu, trzymam sobie oryginalną kartę tarota z Penny Dreadful.

And my today photo made in Nowy Sącz's cementary with original Penny Dreadful tarot card.













piątek, 5 czerwca 2015

Sobotni piknik w Pszczynie.

Fot. Patryk Bochenek

Zdarzały mi się już różne przerwy w pisaniu bloga, ale nigdy aż tak długie, więc proszę o wybaczenie. Żyję i ciągle jeszcze myślę o tym miejscu :D Te kilka miesięcy były dla mnie czasem naprawdę wytężonej pracy (m.in. przygotowaniami do egzaminów), szczególnie w szkole, ale szyciowo też nie próżnowałam, w najbliższych postach pokażę Wam, co ostatnio wykończyłam (nareszcie!)
Fot. Paulina Kowalczyk

Fot. Agnieszka Dworzańska


Wracając: w zeszłą sobotę 30 maja odbył się już III Piknik Krynoliny w Pszczynie, pierwszy w którym uczestniczyłam jak na razie. Nie wiem co powiedzieć oprócz tego, że było niesamowicie! Wszyscy uczestnicy włożyli wiele pracy w swoje stroje, przygotowali pyszne jedzenie, co rzeczywiście dało efekt przeniesienia się w czasie na jeden dzień do epoki Księżnej Daisy von Pless.

Fot. Zofia Woszczyna
W sobotę wstałam o 5 nad ranem i rozpoczęłam ostatnie przygotowania (pakowanie jedzenia, czesanie siebie i siostry, zrobienie makijażu-który okazał się okropny, puder który mam jest zdecydowanie za ciemny dla mnie-dlatego staram się dodawać zdjęcia siebie z daleka, gdzie nie widać mojej pomarańczowej twarzy :D ), byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam nic zjeść. Przez komplikacje nie dotarłyśmy też na czas (spóźniłyśmy się całe 40 minut) i od razu po przyjeździe zabrałyśmy się z pozostałymi uczestnikami za zwiedzanie, nie miałam czasu nic przekąsić, więc przez te 1,5 godziny musiałam robić dobrą minę do złej gry i udawać, że wcale nie jestem okropnie głodna- czyli standard u mnie, zwykle wśród dobrej zabawy nie mam czasu na jedzenie :D Pszczyński pałac jest przepiękny i pomijając drobne nieprzyjemności, jego zwiedzanie z Niegdysiejszą było wspaniałe.

Fot. Patryk Bochenek

Co było dalej? Niezupełnie potrafię powiedzieć co się potem działo. Około 14 z parku przegoniła nas zapowiedź burzy, lecz szybko wróciłyśmy na miejsce, oprócz tego jedyne co pamiętam to naprawdę świetna zabawa w doborowym towarzystwie. 

Fot. Paulina Kowalczyk
Jak wyglądała kreacja na ten piknik? Widać ją dość dobrze na powyższym zdjęciu. To suknia dzienna z ok. 1911 (troszeczkę rozminęłam się z datowaniem :) ) uszyta z bawełny w drobne niebiesko-białe paseczki. Możliwe niedługo wrzucę post z detalami jej kroju. Inspirowałam się:

 Tym zdjęciem (przód stanika i rękawy) 
Tymi rycinami: 

(przód spódnicy)

(tył)
Jeszcze kilka zdjęć: 
Fot. Paulina Kowalczyk



Fot. Paulina Kowalczyk



Dziękuję Wam wszystkim za świetne towarzystwo! 

PS. Suknia mojej siostry https://plus.google.com/photos/105193623055876660169/albums/6155007608724236497/6155016441940805042?pid=6155016441940805042&oid=105193623055876660169 pożyczona od Nomina Rosae  <3 <3 

PPS. Spodziewajcie się już niedługo zdjęć mojej Crimson Peakowej sukni (tak ona naprawdę powstała!)